Kocham Cię

Walentynki. Dla jednych to wyjątkowy dzień, który spędzą ze swoją drugą połową, a dla innych przereklamowane święto oparte na komercyjnym szumie. Ile osób, tyle opinii. Dla mnie walentynki to okazja… kolejna okazja, by zrobić dla ukochanej osoby coś wyjątkowego, niecodziennego. Powiecie pewnie, że takie gesty nie potrzebują okazji, że powinniśmy codziennie okazywać sobie miłość i wsparcie. Całkowicie się z tym zgadzam. Powinniśmy. Ale każdy z nas wie, jak wygląda rzeczywistość. Zabiegani, zapracowani, zmęczeni… nie zawsze mamy czas, nie zawsze pamiętamy. Zastanawiam się jak to jest ze mną. Czy kocham? Ogromnie! Czy mówię to mężowi codziennie? Nie jestem tego taka pewna. W wirze codziennych obowiązków zdarza mi się szybki całus w podziękowaniu, rzucone gdzieś w locie kocham Cię, bo mąż mnie czymś rozczulił, rozśmieszył lub wzruszył. Ale czasem chciałabym zrobić coś więcej. Sama uwielbiam dostawać od B. kwiaty, czekoladki, cieszę się gdy pamięta co lubię i przynosi do domu moje ulubione ciastko z cukierni albo robi mi niespodziankę i kupuje nasze ulubione wino. Nie chodzi tu o rzeczy, ale o pamięć, gest, o wysiłek, o to, że zrobił coś dzięki czemu poczułam się wyjątkowa, ważna, kochana. Sama staram się nie pozostawać dłużna, ale przyznaję, że odkąd zostaliśmy rodzicami o wiele łatwiej jest mi coś zaplanować na jakąś „okazję”, niż tak na co dzień. Dlatego w tym roku na walentynki zamierzam stanąć na wysokości zadania i zaczynam planować z wyprzedzeniem. 🙂

Jakie mamy opcje? Wyjazd we dwoje – marzenie… Nie każdy ma czas i możliwości… albo z kim zostawić dzieci. Kolacja i kino już bardziej realne, ale nawet jeśli to nie wchodzi w grę, zawsze pozostaje nam kolacja przy świecach w domowym zaciszu i tradycyjne, sprawdzone upominki : kwiaty i czekoladki. Szczególnie druga opcja przypadła mi do gustu, bo jest elastyczna. Pasuje idealnie jako prezent dla kobiety i dla mężczyzny. A teraz mamy tyle możliwości. Nie musimy się ograniczać do standardowych czekoladek z supermarketu. Teraz możemy sami stworzyć własną, niepowtarzalną czekoladę wybierając własnoręcznie wszystkie dodatki, a nawet stworzyć czekoladowy telegram np. z  miłosnym wyznaniem. Dzięki temu może podarować ukochanej osobie coś wyjątkowego, dedykowanego właśnie dla niej. Właśnie tak wyjątkowe, słodkie, miłosne wyznania możemy znaleźć u Chocolissimo. Czekolady w kształcie serca z bajecznymi dodatkami, czekoladowe LOVE  i smakowite telegramy z osobiście wybranym napisem. A wszystko w pięknej, walentynkowej oprawie. Tak słodkie KOCHAM CIĘ musi smakować cudownie. 🙂

A teraz słodka NIESPODZIANKA:

Śledźcie Perfect Home na Facebooku, bo jeszcze dziś pojawi się tam walentynkowy konkurs zorganizowany wraz z Chocolissimo. 🙂

Kto ma ochotę na słodki upominek? 🙂

 

 

 

Jestem kobietą.

Tak, jestem mamą, ale jestem również kobietą, i chociaż ciężko z czasem dla siebie przy opiece nad małym dzieckiem, to staram się o tym nie zapominać. Mój mąż się śmieje, że młode mamy mają oczywiste marzenia…

1. Wyspać się…

2. Wypić w spokoju filiżankę kawy…

3. Obejrzeć dobry film…

4. Poczytać w spokoju książkę lub gazetę…

5. Wziąć długą, relaksującą kąpiel…

No cóż. Kawę piję codziennie. Nie zawsze trafiam na ciepłą (raczej rzadko), ale nie jest z tym najgorzej. Postanowiłam być sprytniejsza i zakupiłam porządny kubek termiczny (tak, dobrze rozumiesz, używam go w domu :P) i piję ciepłą kawę (zwycięstwo)… nieważne, że nieraz trwa to dwie godziny 😛

Póki trwa ząbkowanie, staram się nie myśleć o wyspaniu, lepiej nie robić sobie nadziei 😛 A tak poważnie, to ostatnio w dużej mierze moja własna wina. Znacie ten moment kiedy tylko marzycie o tym, aby dziecko wreszcie zasnęło, bo sami chcecie przyłożyć głowę do poduszki? A znacie ten moment kiedy wreszcie zaśnie, a Wy zamiast się położyć, chcecie dostać nagrodę nobla i zmieścić dobę w kilka godzin? Taaak, ja też tak mam. Zamiast iść spać jak rozsądny człowiek, siedzę do późnych godzin i załatwiam „ważne” sprawy. Następnego dnia rano najczęściej tego żałuję, szczególnie po kilku nocnych pobudkach Majki. Dla ścisłości… właśnie minęła północ, a więc u mnie bez zmian 🙂

Film czasem obejrzę. Nie wiem czy dobry, bo raczej to loteria, czyli to co akurat leci w tv. Ale człowiekowi na „głodzie” wiele się podoba, możecie mi wierzyć 🙂 Przy Majce staram się nie włączać telewizora, taką z mężem mamy umowę. Na tego typu rozrywki Majka ma jeszcze czas. Po całym dniu spędzonym w niemowlęcym świecie, nawet reklama proszku do prania przyciąga uwagę jak magnes i ma w sobie wiele treści 😛

Z książkami nie jest źle, codziennie z Mają przeglądamy mały, niemowlęcy leksykon warzyw i owoców, czasem trafią się zwierzęta, więc chyba mogę stwierdzić, ze jestem na bieżąco 🙂 Ostatnio chyba chce mnie sprawdzić, bo non stop wskazuje palcem raz na jabłko, a raz na gruszkę, czekając aż je nazwę. Może sprawdza zgodność moich wypowiedzi 🙂

I tak dotarłam do punktu nr 5… No cóż. Z tym to już gorzej. Nie wiem jak u Was, ale u mnie króluje raczej szybki, praktyczny prysznic. Często obiecuję sobie szereg przyjemności podchodzących pod domowe SPA (czytaj maseczka 😛 ), o których zapominam w tym całym prysznicowym pędzie. Szczególnie jeśli wiem, że danego wieczoru jestem sama z Majką. To dopiero przygoda! Co chwila wydaje mi się, że płacze, więc co chwila zakręcam wodę i nasłuchuję. Optymistyczna wersja: jednak mi się wydawało i spokojnie kończę prysznic. Wersja z przygodą: jednak płacze… nie przestaje.. i wypadam spod prysznica jak poparzona utulić swoje małe 🙂 No inaczej nie potrafię. Zazdroszczę jeśli ktoś ma mocniejsze nerwy 😀

A wracając do tematu wpisu, jakie było jedno z moich noworocznych postanowień? Zadbać o siebie! No i klops. Styczeń się kończy, a ja nic dla siebie nie zrobiłam. Nieładnie! Czas na poprawę. Obiecałam sobie relaksującą kąpiel raz w tygodniu, kiedy wiem, że Maja może liczyć na opiekę taty. Postanowiłam się dopieścić na całego, i zamówiłam kilka „pachnideł” i akcesoriów do kąpieli w Sephorze (szaleństwo). Zwarta, gotowa i uzbrojona udałam się do łazienki… Zasada numer jeden: kąpiel bierzemy dopiero wtedy, gdy dziecko śpi! Kto miał kąpiel z płaczącym dzieckiem pod drzwiami łazienki, ten wie co mówię 😀 Mam dwie hipotezy. Albo chciała mnie ratować przed pralką, która obecnie jest domowym potworem numer jeden, albo ona też chciała wejść, a teraz akurat ten czas, kiedy wszystko robi się z mamą. No nic, przede mną próba numer dwa, w trakcie której planuję się wreszcie porządnie zrelaksować. :))

A Ty co w tym roku zrobiłaś dla siebie? 🙂

Ps. Dagmara zaproponowała jeszcze jedno, dlatego dodajemy punkt 6! Czas dla mamy i taty. Jak z tym u Was jest? 🙂 Ja po prawie 15 miesiącach, śmiało mogę zapytać… Co to jest czas dla mamy i taty? 😛 Nie chodzi mi tu o przypadkowe zakupy we dwoje i inne podobne sytuacje, ale np.  z premedytacją zaplanowane wspólne wyjście, chociażby na kawę. Ale chyba w tym momencie najbardziej marzy mi się weekend we dwoje. Tylko czy dam radę zostawić Majkę? Odkąd przyszła na świat nie byłam sama poza domem dłużej niż 5-6 godzin…