BALA Designer – powiew świeżości polskiego rękodzieła

To nie będzie wpis o kolejnej książeczce dla dzieci. Dziś odbiegam trochę od tematów, do których przywykliście ostatnio na blogu, bo chcę Wam pokazać coś naprawdę wyjątkowego. Zawsze chętnie będę wspierać polskie rękodzieło.

Poświęcić się swojej pasji i zrobić z niej sposób na życie? To nigdy nie jest ani prosta decyzja, ani łatwa droga. A przecież te produkty jakością i estetyką często biją na głowę te produkowane taśmowo w wielkich fabrykach.

Mam ogromny szacunek dla pracy ludzkich rąk. Niesie ze sobą bezcenną i niepowtarzalną wartość, której nigdy nie znajdziemy w produktach pochodzących z masowej produkcji. Tego nie da się podrobić, nie ma też dwóch takich samych prac, a każda z nich nosi na sobie znamiona wysiłku, zmęczenia, poświęcenia, trudu, pasji i wielkiej miłości do tego co się robi. To właśnie dzięki tej miłości i  naprawdę ciężkiej pracy, kolejni polscy młodzi artyści wspinają się po szczeblach sukcesu pokazując swoje dzieła coraz szerszej publiczności.

 

Jedną z takich osób jest Asia z Bali Pracowni Artystycznej. To niezwykle ciepła, utalentowana młoda osoba, która próbuje swoich sił wykonując ręcznie szklane naczynia zdobione autorskimi wzorami. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam prace Asi, pomyślałam, ze są niezwykle delikatne, nie narzucające się ani swoim kolorem, ani formą. A kiedy zobaczyłam je na żywo, zrozumiałam, że zdjęcia pokazują tak naprawdę niewiele. Każda postawiona kropka, kreska… wszystko bardzo precyzyjne i przemyślane. Kolorowe wzory zdobią, nadają charakter, ale nie dominują. W naczyniach, które stoją od kilku miesięcy na mojej komodzie, i które możecie podziwiać na zdjęciach na Instagramie, najbardziej podoba mi się to, że ich faktura po obu stronach jest zupełnie inna. Z jednej strony idealnie gładkie, a z drugiej wyczuwalne pod palcami nierówności. Na żywo robi to niesamowite wrażenie.

 

Naczynia wykonuje z nowych szyb.  Asia wycina z szyby specjalnym nożykiem odpowiednie kształty, które ozdabia ręcznie, co wymaga nie lada zręczności. Najbardziej lubi wzory etniczne, proste symbole, figury geometryczne i mocne barwy, i właśnie wzory o takim charakterze zdobią jej prace. Do malowania używa farb w proszku, które przygotowuje osobiście tak, by przybrały formę płynną, odpowiednią do malowania na szkle. Tak więc i na tym etapie możemy podziwiać jej profesjonalizm. Na koniec ozdobione szkła są wypalane w piecu w wysokiej temperaturze, gdzie przybierają kształt form. Najczęściej jest to kształt misy.

Zapytałam Asię skąd czerpie inspiracje do swoich prac. Odpowiedziała, że ogromny wpływ ma na nią otoczenie. Kocha wzory etniczne i mocne barwy, jak również lubi podpatrywać różne faktury występujące w naturze. Duży wpływ na to co w danym momencie tworzy mają również emocje. Jednego dnia stawia na delikatne pastelowe kolory, a innego wybiera mocne kontrasty. 🙂

Asia marzy o tym, by jej pasja stała się również jej pracą i sposobem na życie. Kocha to, co robi, a postępy jej pracy możecie śledzić na Instagramie, gdzie wstawia zdjęcia nie tylko swoich dzieł, ale również kadry z poszczególnych etapów tworzenia szklanych naczyń.

Bala Designer Instragram – > Klik

Bala Pracownia Artystyczna -> Klik

Dziś rękodzieło przeżywa prawdziwy renesans. Szukamy rzeczy wyjątkowych i niepowtarzalnych. Znów zaczęliśmy doceniać unikalność produktów i wysoką jakość ręcznie wykonanych przedmiotów. Dzięki temu nowe pokolenie rzemieślników takich jak Asia, może rozwijać swój talent i swoją pasję, tworząc naprawdę wyjątkowe projekty. Zresztą wejdźcie na profil Bala Designer na Instagramie i zobaczcie sami 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie za miliony. Zestaw dla mamy i córki

Podobają Wam się zestawy matka-córka? Mi też! 🙂 Takie same sukienki, bluzeczki, opaski czy inne części garderoby to zawsze słodki widok, a do tego bardzo modny. Takie zestawy możemy znaleźć w sklepach internetowych, firmach szyjących na tzw. zamówienie oraz popularnych sieciówkach.  Z łatwością można znaleźć coś na co dzień, jak i coś wyjątkowego np. na rodzinną uroczystość czy sesję zdjęciową. Od kilku lat pojawiają się kolekcje na różne pory roku. Zdarza się, że ograniczeniem jest rozmiar, tak jak np. kolekcja dla mamy i córki w popularnej siedzi Mohito, gdzie oferta dla dziewczynek zaczyna się dopiero od rozmiaru 104. Ograniczeniem może być również cena. Nie rzadko komplety z bardziej wyszukanym krojem czy z lepszych jakościowo materiałów są dość drogie. Sama się o tym przekonałam, kiedy zaczęłam szukać czegoś wyjątkowego dla mnie i dla Majki. Stwierdziłam jednak, że niespełna dwuletnia dziewczynka ani tego nie zrozumie, ani nie doceni. Nie wspominając o tym, jak szybko z tego wyrośnie. Postanowiłam poszukać rozwiązania we własnym zakresie.

Polecam Wam szukanie na własną rękę. Pamiętajcie, ubrania nie muszą być identyczne. Wystarczy podobny krój, kolor lub taki sam charakterystyczny element. Same wiecie jakie ubrania mają Wasze dzieci, więc łatwiej Wam złowić coś podobnego dla siebie w zupełnie innym sklepie. Tak właśnie było z u mnie z koszulą w kratkę vichy. Jak tylko ją zobaczyłam, przyszła mi do głowy jedna myśl: Majka ma prawie identyczną. W tym zestawie udało się połączyć podobne wzory i kroje. Oczami wyobraźni widziałam nas na wspólnym zdjęciu 🙂 W drugim przypadku skupiłam się jedynie na wzorze, który stał się ostatnio modny i występuje prawie w każdej kolekcji damskiej i dziecięcej w popularnych sieciówkach. Jest gdzie szukać 🙂

Pierwszy zestaw, który stworzyłam to zupełnie przypadkowe zestawienie koszul dwóch popularnych sieciówek. Koszulę Majki kupiłam na końcówce zimowej wyprzedaży w sklepie Zara. Swoją znalazłam całkiem przypadkiem w lipcu na zakupach w sklepie Cropp. Wartość zestawu to około 80 zł.

Drugi zestaw to całkowity spontan i prawie zerowe koszty. Wystarczyła jedna wizyta w sklepie typu second hand. Już nawet w takich miejscach można znaleźć mnóstwo rzeczy w popularną ostatnio czerwona kratkę. Letnia, damska sukienka i dziewczęca koszula z krótkim rękawkiem. 🙂 Wartość zestawu to 4 zł. Dokładnie 3,98 🙂 To sposób naprawdę na każdą kieszeń.

Który zestaw spodobał się Wam najbardziej? 🙂

A Wy macie zestawy rodzic-dziecko, które stworzyliście sami? Pochwalcie się zdjęciami zestawień 🙂

 

Gry ogrodowe od Jysk

Witajcie Kochani! 🙂

Wszyscy to znamy. Nadeszło lato, słońce, wspaniała pogoda, a my jak najwięcej czasu staramy się spędzać na świeżym powietrzu. Pikniki, gra w piłkę, jazda na rowerze czy zwyczajny wypoczynek przy szklance lemoniady. Wszystkie pomysły są dobre, byle tylko miło spędzić czas w rodzinnym gronie. Ale lato nie trwa tydzień, a dzieci szybko się nudzą – dorośli zresztą też 🙂 Ja trochę zaszalałam wczesną wiosną i Maja ma cały zestaw ogrodowych zabawek: bujaczki, huśtawka, kosiarka czy jeździk pchacz. Myślę, że w przyszłym roku wciąż będą jej służyć, więc o brak rozrywek jeszcze się nie martwię. No może pojawi się jeszcze rowerek i piaskownica, gdy już przestanie lizać łopatki 🙂 Ze starszymi dziećmi jest troszkę inaczej. Warto zastanowić się jak urozmaicić wspólnie spędzany czas, a opcji jest naprawdę wiele. Możecie skorzystać z letnich wyprzedaży, które tak bardzo nie wyczyszczą Waszego portfela.

Ciekawą ofertę gier ogrodowych posiada sieć sklepów Jysk. Dowiedziałam się o niej całkiem przypadkiem, odwiedzając sklep w poszukiwaniu zupełnie czegoś innego. I takie niespodzianki najbardziej lubię. W ofercie możecie znaleźć m.in. grę bule, piłkę na rzepy, zestaw do gry w palanta, zestaw do frisbee, gra puszki czy krykiet ogrodowy. A wszystko w naprawdę przystępnych cenach, szczególnie teraz w czasie wyprzedaży. Warto przejrzeć ofertę i zaopatrzyć się w coś ciekawego, tym bardziej, ze jest to zakup, który posłuży również w następnych sezonach.

Poniżej zamieściłam Wam zdjęcia produktów i linki do poszczególnych ofert.

W jaki sposób Wy najczęściej spędzacie wolny czas latem? 🙂

Pozdrawiam. Magda 🙂

KRYKIET OGRODOWY

 

ZESTAW DO FRISBEE

 

 

PIŁKA NA RZEPY

 

GRA BULE

 

ZESTAW DO GRY W PALANTA

 

GRA PUSZKI

0o

Zakupy w Pepco – czy warto?

Chyba każda mama zna ten stan, kiedy w rodzinnym gnieździe pojawia nowe pisklę, a my chciałybyśmy ubrać je w najpiękniejsze piórka. To taka mała przenośnia, ale jaka prawdziwa. Sama oszalałam na punkcie Majki totalnieee. Jest dla mnie najpiękniejsza i najcudowniejsza, jak to dla mamy, dlatego gdy widzę gdzieś jakąś wyjątkową sukienkę to wewnętrzna walka trwa. Rozsądek podpowiada, że kolejna jej niepotrzebna, a serce, że przecież jeszcze jedna w szafie się zmieści 😛 I jak tu dojść do równowagi? Ostatnio robiąc Majce zakupy na wyprzedaży w jednym ze sklepów ekspedientka obsługująca kasę powiedziała do mnie: „Te rzeczy dla dzieci są takie śliczne, trudno się oprzeć, ale co Pani wzięła dla siebie? Codziennie przychodzą do nas mamy, które wynoszą ze sklepu reklamówki ubranek dla dzieci, a sobie nigdy nic nie kupią”.  Tak mnie zaskoczyła, że nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo w sumie trafiła w dziesiątkę, ale robiąc zakupy nigdy się nad tym nie zastanawiam. Automatycznie myślę tylko o potrzebach córki. Nie wiem czy to się już leczy? 😀

Ubranka dla Majki kupuję z różnych źródeł, bo po pierwsze, mimo wszystko muszę jakoś dbać o rodzinny budżet, a po drugie, nie kupuję nigdy dla marki, ale wyłącznie to, co mi się naprawdę podoba i w czym Majce będzie moim matczynym zdaniem do twarzy. Mała ma ubranka zarówno z popularnych sieciówek (tych tańszych i trochę droższych), ubranka uszyte w popularnych polskich firmach oferujących rzeczy handmade (wspieramy polskich producentów), jak również używane ubranka zakupione na popularnych portalach z ogłoszeniami.

Dziś skupię się na jednej z popularnych sieciówek, a mianowicie Pepco. Nie jest to sklep typowo z odzieżą dziecięcą, ale ma w swoim asortymencie dość szeroki wybór tego typu produktów, a co chyba najważniejsze, w bardzo przystępnych cenach. Jak jest jednak z jakością tych ubranek? Często spotykam się z opiniami, że ubranka po pierwszym praniu już się do niczego nie nadają. Muszę przyznać, że i ja miałam jedną przykrą niespodziankę, kiedy po jednym praniu zardzewiały nam wszystkie napy przy jednym body. Ale poza tą wpadką albo mam szczęście, albo chyba nie jest aż tak źle. Zresztą traktuję zakupy w tym sklepie raczej jako urozmaicenie garderoby Majki, niż jej podstawę. Ale jest kilka rzeczy, które nosimy już od dłuższego czasu i należą do naszych ulubionych, jak chociażby pikowana szara bluza na suwak – nie do zdarcia. Pasuje prawie do wszystkiego i możecie mi wierzyć, spiera się z niej dosłownie wszystko. Spodnie w paski to jedne z najmilszych i najmiększych rzeczy jakie mamy w szafie. Kupiliśmy je już w dwóch rozmiarach, bo są tak nieprzyzwoicie wygodne. 🙂 Poza tym dzięki przystępnym cenom, można z czystym sumieniem obkupić się chociażby w tiulowe spódniczki, które można wykorzystać np. do sesji zdjęciowych. Taka spódniczka nie musi być przecież ani droga, ani super jakości, skoro zakładamy ją dziecku raz w roku na dwie godziny zdjęć u fotografa. Nasza najnowsza, wyprzedażowa zdobycz- miętowa spódniczka z falbankami. Wygląda jak z firanki mojej mamy z lat 90 😀 , ale dla Majki miłość od pierwszego wejrzenia i to jest najważniejsze.

Kiedyś usłyszałam wypowiedź jednej z mam, która zastanawiała się na głos w sklepie: „Z czego to jest zrobione, skoro to jest takie tanie”. Nieraz tez słyszałam, opinie, że barwniki do używania tej odzieży mogą nie być zbyt dobrej jakości. Szczerze mówiąc, nie wiem jak mam odnieść się do tematu, wiedząc, że rok temu na total sale kupiłam dla majki dwie koszulki w Zarze, poniżej 10 zł każda. Też chyba powinnam się zacząć zastanawiać „jak to jest zrobione”…

A jaką Wy macie opinię na temat sklepu Pepco?

Jakie macie doświadczenia z zakupionymi tam ubrankami?

Czy również macie za sobą kiepskie doświadczenia?

Czekam na komentarze! 🙂

A poniżej kilka zdjęć naszych pepcowych zasobów. 🙂 Miłego dnia!

 

 

 

Bajki na dobranoc, które naprawdę usypiają

Pewnie okaże się, że nie jestem żadnym wyjątkiem, jeśli powiem, że od dłuższego czasu szukam idealnych narzędzi, które pomogą mi w wieczornym usypianiu mojej pociechy. Kiedy dziecko przestaje być niemowlęciem i odchodzą do lamusa metody usypiania stosowane w tym okresie, zaczyna się poszukiwanie nowych. Szczególnie jeśli macie tak jak ja, dziecko, któremu nigdy nie kończą się baterie, które nigdy nie chce iść spać i walczy do ostatnich chwil, tak jakby podczas snu miała go ominąć impreza stulecia. Kiedy słyszę opowieści o dzieciach, które dosłownie padają po całodniowej zabawie, to patrze na Majkę i zastanawiam się czy to w ogóle jet możliwe. 🙂 Moja latorośl nawet po całodniowej zabawie na świeżym powietrzu, kiedy naprawdę gania do upadłego, bez drzemki w ciągu dnia, potrafi walczyć do 22. Tak dobrze czytacie! Półtora roczne dziecko i już zdarzają się dni bez jakiejkolwiek drzemki. Nasz rekord to pobudka o 6:30 i zaśnięcie o 22 i naprawdę nie mam pojęcia skąd ona ma tyle siły.

Do tej pory radziłam sobie różnie, najczęściej było to śpiewanie kołysanek. Pavarottim nie jestem, więc pewnie w końcu zasypiała z rozpaczy, żebym tylko przestała śpiewać 😀 Ale ostatnio kołysanki straciły swoją moc. Albo znudziły jej się piosenki albo uodporniła się na mój muzyczny talent. Stwierdziłam więc, że czas coś zmienić i postawiłam na bajki. Maja kocha książki, więc i do nowych pozycji zapałała bezsprzeczną miłością. Zaczęliśmy od oglądania obrazków i powoli przeszliśmy do czytania bajek. One naprawdę usypiają. Wystarczyło 5 minut, jedyne 5 minut…żebym zasnęła na siedząco czytając jej do snu! Na szczęście Maja była na tyle przytomna, by w porę zareagować, inaczej utknęłabym na całą noc na podłodze przy jej łóżeczku. 🙂 Moja bohaterka :*

Pomijając kwestię, kto tak naprawdę miał zasnąć, a kto nie, zakupione książeczki mogę Wam polecić z czystym sumieniem. 🙂 Fantastyczne bajki-rymowanki, które wpadają w ucho i potrafią zaciekawić, nawet 1,5 rocznego brzdąca. Do tego piękne, bajeczne ilustracje, szczególnie obrazki z „Kołysanki przytulanki” przypadły Majce do gustu. Nawet w ciągu dnia potrafi ją oglądać kilka razy.

 

W naszej kolekcji znalazły się:

„Wiersze do poduchy” Małgorzaty Strzałkowskiej 

Wydawnictwo Bajka

To pięknie wydana książeczka, w której ilustracje przypominają obrazki namalowane przez dzieci. Zawiera bajki wierszowane o różnej tematyce. Jedne nawiązują do tematyki zasypiania jak np.: „Śpimy”, „Dobranoc, mamusiu, dobranoc, tatusiu…” czy „Kosze pełne snów”, a inne o tematyce dowolnej, np. o bałwankach utwór „Trzy bałwany”. Wszystkie bajki bardzo przyjemnie się rymują, a takie rymowanki Majka najbardziej lubi słuchać. Myślę, że łatwo wpadają jej w ucho.

„Kołysanki przytulanki”  Anny Edyk-Psut

Wydawnictwo SBM

To ulubiona pozycja Majki z naszych ostatnich zakupów. Sama książeczka już przeżyła swoje i jest nieźle sfatygowana. Majka kocha ją oglądać nawet w ciągu dnia. Widać, że przypadły jej do gustu ilustracje zamieszczone w książce. Całuje wszystkie misie i kotki z obrazków. Naprawdę przesłodki widok. Na obrazkach z  łatwością zauważa wszelkie szczegóły, które pokazuje paluszkiem. Nawet na obrazku gdzie wszystkie domy i drzewa są czarne (ilustracja powyżej), zauważyła, że na dwóch dachach są kotki. Wszystko jest czarne, widoczne są tylko kontury, więc zrobiło to na mnie duże wrażenie. Tematyka bajek typowo o spaniu i zasypianiu: śpiące kotki, śpiące misie, świecące księżyce, cieplutkie kołderki. Wszystkie utwory idealne do poduszki. Zgodnie z rytuałem zanim zacznę czytać bajki, najpierw musimy obejrzeć razem wszystkie obrazki. Maja pokazuje paluszkiem, a ja wszystko opowiadam 🙂 Cudowny czas.

„Ulubione wierszyki dwulatka” Zbiór znanych, polskich wierszyków dla dzieci

Wydawnictwo Zielona Sowa

A to książeczka z potencjałem ,w której ważniejsza jest treść, niż obrazki. Chociaż jak widzicie wyżej, ilustracje są bajeczne. Książka pełna wierszy dla dzieci, które pamiętacie pewnie ze swojego dzieciństwa, a które łatwo można przekształcić we wspólną zabawę z dzieckiem. „Stary niedźwiedź mocno śpi”, w której jestem niedźwiedziem i ganiam Maję po pokoju, „Tu sroczka kaszkę warzyła”, przy której mała piszczy z radości od pierwszej linijki, bo wie, że na końcu będą łaskotki. 🙂 „My jesteśmy krasnoludki”, którą można dziecku śpiewać, albo „Rączki robią klap, klap, klap” przy której możemy pokazywać wszystko razem z dzieckiem i ćwiczyć koordynację ruchową. 🙂 Świetna pozycja. Jeśli nie macie jeszcze podobnej w swoim domowym zbiorze, to serdecznie polecam.

„O wróbelku Elemelku” Hanny Łochockiej

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Przyznam szczerze, że to książeczka, której nie mogłam się oprzeć. Jak tylko zobaczyłam tytuł, wiedziałam, że muszę ją kupić.  To część mojego dzieciństwa i będę szczęśliwa, jeśli kiedyś będę mogła przeczytać ją swoim dzieciom. To nie jest książka na już. Maja jest za mała. I mimo, że treść się rymuje, to jednak dla Majki jest to treść nudna i nie zrozumiała. Mieliśmy kilka prób czytania, ale oczywiście dzieliłam opowiadania na mniejsze fragmenty. Po dłuższym Maja sama uciekała mi z łóżka 🙂 Obrazków też jest niewiele, więc poczeka na półce na swój moment. Jestem pewna, że będzie hitem. 🙂

Czytaliście w dzieciństwie Wróbelka Elemelka? 🙂

Pozdrawiam serdecznie!

Magda