Pierwsza wizyta w zoo

Temat zoo wydaje się dość banalny. W końcu to nic nowego, że rodzice zabierają tam dzieci, by spędzić z nimi czas. Ale nie można zapominać również o tym, że atrakcje, które fundujemy naszemu dziecku, mają być atrakcją właśnie dla niego. Dlatego mieliśmy sporo wątpliwości, czy Majkę zainteresuje oglądanie dzikich zwierząt. Sami wiecie, jak rozbrykane są Wasze dzieci i  jak ciężko im się skupić na dłużej 🙂 Daleko im raczej do spokojnego oglądania kolejnych okazów.  Na szczęście zoo to nie muzeum, zwierzęta się ruszają, czasem wydają dźwięki, jedzą, pływają, latają, zwisają głową w dół… krótko mówiąc dzieje się!  Dużą atrakcją dla małej był wolno chodzący po alejkach paw, bo to taki zwierzak „w zasięgu ręki”. Majka kucała przy nim dobrych kilka minut i pokazywała paluszkiem, że się porusza. Dodatkowo kolory piór na pewno zwracają uwagę dziecka. Taka kolorowa kura z długim ogonem 😀 Z pawiem Majka spotkała się pierwszy raz, bo tak jakoś wyszło, że w żadnej książeczce o zwierzętach go nie widziała. Co innego słonie i żyrafy! Nie dość że ooogromne, na wolnym wybiegu, czyli nie da się ich przeoczyć, to jeszcze wyglądają jak zwierzątka z obrazków z ulubionej książeczki. Od razu dało się zauważyć, że poznaje, reaguje na nazwę i jest pod wrażeniem 🙂

Ale chyba nic nie pobije pingwinów! To był prawdziwy hit naszej rodzinnej wyprawy. 🙂 Super, że jest ich tak dużo. Super, że są tak pięknie wyeksponowane na wysoko położonych skałach. Super, że mają szklany basen, przez który każde, nawet najniższe dziecko, może zobaczyć z bliska jak pływają. 🙂 To był nasz najdłuższy przystanek w zoo, który wykorzystaliśmy na krótki odpoczynek w cieniu drzew. Po prostu nie mogliśmy stamtąd odejść. 🙂 Miło było zobaczyć w oczach własnego dziecka tyle radości. Po tych cudownych chwilach wśród pingwinów zwyczajnie nam padła i przez resztę czasu mieliśmy fantastyczną zoo-randkę we dwoje 🙂

Jeśli zastanawiacie się jaki moment jest najlepszy, by wybrać się z dzieckiem na pierwszą wizytę do zoo, to mogę śmiało powiedzieć, że półtoraroczne dziecko czerpie już z tego typu atrakcji sporo świadomej przyjemności, oczywiście na poziomie małego dziecka. Warto przed wizytą opowiedzieć dziecku gdzie je zabieramy, w jakim celu i co będzie tam mogło zobaczyć, a wspomóc się można dziecięcą książeczką ze zwierzętami. Taki wstęp, na krótko przez wizytą w zoo, na pewno wiele dziecku wyjaśni i w jakiś sposób przygotuje do zwiedzania.  Polecam również niezbyt gorący dzień, bo w naszym przypadku temperatury nie sprzyjały długiemu zatrzymywaniu się przy poszczególnych zwierzakach. 🙂

Ojców – black&white

Dziś lekki, wakacyjny post pełen wspomnień. Bo właśnie najpiękniejsze co nam pozostaje po wakacjach to niezwykłe wspomnienia i cudowne zdjęcia. Miejsce nie nowe, ale za to ukochane i naprawdę co roku poznaje je z zupełnie innej, nowej strony. Zawsze zachwycałam się naturą i kolorami, szczególnie piękną, soczystą zielenią, a w tym roku zachwycam się niesamowitym klimatem tego miejsca, który próbowałam uchwycić na czarno-białych fotografiach.

Wizyta w Ojcowie powoli staje się naszym małym rodzinnym zwyczajem. Przebywając dwa tygodnie w Krakowie, aż żal nie odwiedzić tego miejsca. Niesamowite jak można się zrelaksować i odprężyć zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od dużego miasta. Nie przepadam za miejskim zgiełkiem, więc w tego typu miejscach czuję się jak ryba w wodzie 🙂 A nawiązując do rybki zawsze i wszędzie polecam wędzonego pstrąga z Ojcowa. 🙂 Smak nie do podrobienia!

Wycieczka stała się również pretekstem do wypróbowania nowego wózka. Kto śledzi bloga regularnie, ten wie, że szukaliśmy małej, sprytnej i lekkiej spacerówki. Decyzja podjęta, a obszerny wpis na ten temat powoli się tworzy. Piaszczyste i kamieniste ścieżki Ojcowa były bardzo dobrym sprawdzianem naszego nowego zakupu, a i Majka miała okazję spędzić w nim trochę czasu 🙂 Nie będę Was dłużej zanudzać. Zapraszam do obejrzenia zdjęć z naszego małego, rodzinnego wypadu.

Miłego dnia! 🙂

Magda