Puzzle CzuCzu – recenzja

Dziś podzielę się z Wami naszym doświadczeniem, związanym z popularnymi puzzlami CzuCzu. To nie jest post reklamowy. Biorąc pod uwagę tzw. puzzle edukacyjne, to właśnie CzuCzu mają formę i grafikę, która najbardziej przypadła Majce do gustu. Ale może zacznę od początku.

CZUCZU ODKRYWAM KOŁO

Pierwsze puzzle CzuCzu „Odkrywam koło” Maja dostała w prezencie. Są to dwustronne puzzle obrazkowe, z których wyjmujemy środkową część w kształcie koła. I tak jak się możecie domyśleć, zadaniem dziecka jest uzupełnianie obrazków odpowiednimi krążkami, dzięki czemu motylek może odzyskać buzię, a żółw swój domek 🙂 Zestaw spełnia swoją funkcję i dziecko poznaje koło, jednak na początku maluch uzupełnia krążki automatycznie, bez patrzenia na obrazki. Dla 12 miesięcznego dziecka odróżnienie, która to buzia motylka, a która pieska jest wyzwaniem, jak również włożenie krążków prawidłowo ( nie do góry nogami). Nawet pokuszę się o stwierdzenie, że Mai dość długo było wszystko jedno, gdzie znajdują się oczy 🙂 O ile piłka czy skorupa żółwia są dość charakterystyczne i Maja szybko załapała o co chodzi ( około 14 -15 msc ), o tyle odróżnienie buzi pieska i misia, które wyglądają prawie tak samo, jest dla dziecka trudne.

Poznaje koło – 12+

Prawidłowo dopasowuje wszystkie obrazki – 18+

Puzzle możecie kupić TUTAJ


CZUCZU MAŁA AKADEMIA – ZWIERZĄTKA

Około 16 msc Maja dostała od dziadków pierwsze puzzle obrazkowe. Format duży, a obrazek składał się dosłownie z 9 części. Okazało się jednak, że Maja nie do końca rozumie o co chodzi w całej zabawie. Łączyła puzzle tak po prostu, byle tylko jedno z drugim się złączyło i już była zadowolona 🙂 Chciałam pokazać jej, że z tych wszystkich elementów powstaje jakaś całość, dlatego zakupiłam najprostsze puzzle jakie można sobie wyobrazić. Każdy obrazek składał się dosłownie z dwóch elementów, więc efekt ułożonych puzzli był wręcz natychmiastowy. To naprawdę szybko zadziałało i w niedługim czasie Maja przeniosła się z CzuCzu na klasyczne puzzle obrazkowe. W pudełku znajduje się 7 obrazków do ułożenia, naklejki i książeczka do kolorowania.

Układanie prawidłowo obrazków z dwóch puzzli – 16-18 msc

Zestaw możecie kupić TUTAJ


CZUCZU MAŁA AKADEMIA – KOLORY

Razem z CzuCzu „Zwierzątka” pojawiły się w naszym domu „Kolory”. W zestawie znajduje się 10 dwuelementowych układanek (kolor+obrazek), naklejki i książeczka do kolorowania. To jedne z najlepszych puzzli jakie kupiliśmy! Genialne w swej prostocie. Na początku dziecko uczy się łączyć kolor z obrazkiem w oparciu o to co widzi. Następnie zaczyna kojarzyć nazwy kolorów. Oczywiście nieoceniona jest tu pomoc rodzica. Ja starałam się wtrącać jak najwięcej nazewnictwa, ale trochę od innej strony. Najpierw pytałam wskazując na puzzla: co to za kolor? Oczywiście odpowiadałam na początku za Maję (jeszcze nie mówiła i nie znała kolorów), że to jest np. niebieski. Następnie zadawałam pytanie: a gdzie jest niebieski samochód? Po pewnym czasie zamieniłam pytanie na: który obrazek jest niebieski? Po niecałych dwóch miesiącach Maja potrafiła ułożyć puzzle sama. Po 3 miesiącach kiedy mówiła już więcej, okazało się, że zna wszystkie kolory i prawidłowo nazywa je po wskazaniu na jakąkolwiek rzecz w domu. W ogóle nad tym nie pracowaliśmy… to wyszło przypadkiem… to te puzzle 🙂 Kocham gdy dziecko uczy się podczas zabawy, nieświadomie, bezboleśnie, z przyjemnością. Tak właśnie powinno być.

Ułożenie puzzli w  pary – 18  msc

Pełne odróżnianie kolorów i poprawne nazewnictwo – 21 msc

Puzzle możecie kupić TUTAJ


CZUCZU MAŁA AKADEMIA

PRZECIWIEŃSTWA I KSZTAŁTY

Przeciwieństwa i kształty z serii CzuCzu pojawiły się u nas, kiedy Maja skończyła 20 miesięcy. Czemu tak wcześnie skoro to puzzle 2+ ? Po prostu te 18+ już znała i powoli zaczynały ją nudzić. Moim zdaniem to my najlepiej znamy swoje dzieci i ich możliwości. Przedziały wiekowe są ważne i tego nie podważam, ale też wiem, że każde dziecko jest inne 🙂 Ja do niczego nie zmuszam, ale pokazuje, daje szansę, a jeśli Maja nie jest zainteresowana, albo widzę, że jednak jest na coś za wcześnie, chowam do szafy na pewien czas.

Już po około miesiącu Maja układała oba zestawy puzzli prawie samodzielnie. Problem stanowiły pojedyncze elementy. Myślę, że śmiało można zakupić je dla półtorarocznego dziecka. Łączenie obrazków w pary : czysta świnka + brudna świnka lub mały słoń + duży słoń to dla takiego dziecka bardzo fajna zabawa. Majka brudną świnkę kilka razy chciała wrzucić do wanny 🙂 A jeśli chodzi o zestaw przeciwieństw, to wszystko wyszło naturalnie. Koło już znała, a inne kształty pojawiały się gdzieś w niemowlęcych książeczkach, więc w wieku 20 miesięcy Maja od razu z całego zestawu pokazała trzy trójkąty, koła czy kwadraty. Trochę więcej musieliśmy popracować z obrazkami w kształcie „kwiatka”. W sumie nadal nie wiem jak to nazwać. Polecenie: wskaż trzy trójkąty, koła, kwadraty jest jasne. Ale gdy mamy trzy obrazki o tym samym kształcie, gdzie jeden to motylek, drugi koniczyna, a trzeci kwiatek, to pojawia się problem. Znajdź wszystkie kwiatuszki? Nie wskazywała motylka. Musieliśmy znaleźć na to własny sposób i w końcu jakoś się dogadałyśmy. 🙂 W pudełku CzuCzu Mała akademia – kształty znajdziecie puzzle (6 trzyelementowych układanek), które należy łączyć (np. trzy trójkąty gdzie jeden to choinka, drugi to trójką, a trzeci to indiańskie tipi), naklejki oraz książeczkę. W zestawie Przeciwieństwa znajdziecie 10 dwuelementowych układanek, książeczkę do kolorowania i naklejki.

Ułożenie wszystkich puzzli samodzielnie – około 22 msc

Puzzle możecie kupić:

Przeciwieństwa TUTAJ

Kształty TUTAJ


CZUCZU UKŁADAM ROBACZKI

CzuCzu „robaczki” pojawiły się jako następca dwuelementowych „zwierzątek”. Wyższy level bo już 4 elementy. Obrazki bardzo przyjemne do układania. Bardzo podoba mi się to, że mają różny stopień trudności. Biedronka, motylek i pszczółka zostały rozgryzione najszybciej. Nad ślimakiem i dżdżownicą dziecko musi posiedzieć dłużej, bo jest więcej podobnych do siebie części. To zestaw, który jest fajnym wprowadzeniem do klasycznych puzzli obrazkowych, ale myślę, że nic ponadto. Miłe urozmaicenie domowych zbiorów, ale można się bez nich obejść. 🙂

Samodzielne ułożenie wszystkich obrazków – około 21 msc

Puzzle możecie kupić TUTAJ

 

Jeśli miałabym Wam polecić jeden zestaw  puzzli  z tych, które pojawiły się w powyższym poście, to na pewno byłyby to kolory. Maja najwięcej z nich skorzystała: nauczyła się łączyć puzzle w pary i nauczyła się nie tylko rozróżniać kolory wizualnie, ale również je nazywać. A wszystko to podczas luźnej, niezobowiązującej zabawy. Ilustracje są proste, kolory przyjemne dla oka. Maja przez kilka tygodni układała je dzień w dzień i były momenty, że miałam ochotę schować je na dnie szafy, bo dopóki nie nauczyła się układać ich sama, musiałam osobiście uczestniczyć w każdym układaniu 😀 Jeśli i Wasze dzieci lubią puzzle, to myślę, że ten zestaw będzie trafionym zakupem. 🙂

 

Ps. Śledźcie bloga bo niedługo pojawi się wpis o najlepszych puzzlach edukacyjnych jakie zakupiliśmy. Biją na głowę wszystkie, które posiadamy i kocham je miłością bezgraniczną 🙂

Pozdrawiam

Magda

 

 

„Kicia Kocia i witaminowe przyjęcie” – recenzja

Seria książeczek, których główną bohaterką jest mała, urocza Kicia Kocia już od dawna wzbudzała moją ciekawość. Seria dedykowana jest  dzieciom w wieku 3-5 lat, ale moja mała dwulatka już opowiada całość praktycznie z pamięci. Jeśli wasze dzieci też tak bardzo kochają książeczki, to śmiało możecie sięgnąć po Kicie Kocie trochę wcześniej, tym bardziej, że napisana jest naprawdę prostym językiem. Można przebierać wśród wielu ciekawych tytułów, a i cena książeczek jest bardzo zachęcająca. Niewielkim kosztem możemy urozmaicić dziecku domową biblioteczkę o konkretne, pouczające pozycje, z których, z niewielką pomocą rodzica, wyciągnie parę wartościowych wniosków. Moją uwagę zwróciło kilka tytułów, m.in. „Kicia Kocia jest chora”, „Kicia Kocia nie może zasnąć”, „Kicia Kocia mówi ‚Nie!’ ” czy „Kicia Kocia to moje!”. Na pewno niedługo pojawią się na naszej półce. Ogromną zaletą jest fakt, że każdy rodzic może wybrać te książeczki, które najlepiej odpowiadają potrzebom wychowawczym i rozwojowym jego dziecka. W sprzedaży pojawiła się również seria Kicia Kocia i Nunuś , która opowiada o przygodach głównej bohaterki i jej małego braciszka. Lektura w sam raz przed pojawieniem się młodszego rodzeństwa :). Dzieciom, które lubią zabawę kredkami, polecam Kicie Kocie do czytania, bazgrania i malowania, m.in. „Kicia Kocia w lesie”. 🙂

„Kicia Kocia i witaminowe przyjęcie” to pierwsza książeczka serii Wydawnictwa Media Rodzina, która pojawiła się w naszym domu. Autorką i ilustratorką wszystkich publikacji jest Anita Głowińska. Książeczka ma miękką okładkę, gładkie kartki z połyskiem i liczy 24 strony. Ilustracje są kolorowe, przyjemne dla oka i wyglądają tak, jakby namalowało je małe dziecko. Pewnie dlatego Majce tak bardzo przypadły do gustu. Większą część tekstu stanowi opowiadanie głównego narratora, ale występują również dialogi Kici Koci z rodzicami i przyjaciółmi.

Książeczka w lekki i przystępny sposób, tłumaczy, że od nadmiaru słodyczy może rozboleć brzuszek i psują się ząbki. Część tekstu o dziurach w zębach robi na dziecku naprawdę duże wrażenie 🙂 Na wspomnienie o złym samopoczucia Kicia Kocia postanawia wraz z przyjaciółmi urządzić witaminowe przyjęcie, na którym pojawia się cała masa zdrowych pyszności. Pozycja idealna dla małego niejadka. Uwag do książeczki nie mam żadnych… no może jedną, dziecko może jej słuchać w nieskończoność 😛

Znacie serię książeczek o Kici Koci? 🙂

____________________________________________________________________

Tytuł „Kicia Kocia. Witaminowe przyjęcie”

Autor Anita Głowińska

Format 19,6 x 19,3 , okładka miękka, 24 strony

Wydawnictwo Media Rodzina

Wiek docelowy 3-5 lata

Ocena (1-10)  8!

Link do strony wydawnictwa (klik)

____________________________________________________________________

Podobne posty

Słodkie historyjki „Mam już 2 lata” – recenzja

Śpij, króliczku – uroczy towarzysz zasypiania (recenzja)

Dziś, chcę Wam napisać kilku słów o pewnej wyjątkowej, tekturowej książeczce dla dzieci. „Śpij, króliczku” to pozycja wydana przez Dwie Siostry, której autorem jest Jorg Muhle. Prosta, w kształcie kwadratu, licząca 20 stron. To nie jest książeczka do czytania. Byłam mocno zaskoczona tak okrojoną ilością treści. To nie jest też narzędzie do usypiania dziecka – jeszcze żadne dziecko nie zasnęło od oglądania ilustracji 🙂 Jest to przesympatyczny, cudownie prosty i instynktowny umilacz procesu zasypiania dla każdego malucha.

Kiedy pierwszy raz otworzyłam książkꔌpij, króliczku” zaczęłam się zastanawiać nad kilkoma kwestiami.  Za co tak naprawdę zapłaciłam? Co mam czytać Majce, jeśli w książeczce znalazłam jedynie pojedyncze zdania? Jak to możliwe, że taka mała książeczka obrazkowa jest dedykowana dwuletniemu dziecku? Czy nie zaszła tu jakaś pomyłka? Mówiąc prościej… poczułam się trochę zrobiona w balona..

Książeczka zakupiona, Majka zobaczyła króliczka na obrazku (już nie możemy oddać króliczka :o), więc zasiadłyśmy razem do „lektury”. I wszystko stało się jasne. Książeczka w sprytny sposób angażowała dziecko do położenia króliczka spać, jednocześnie przedstawiając w odpowiedniej kolejności czynności, które należy wykonać przed snem. I tak m.in.  klepiemy króliczka w ramię, ubieramy go w piżamkę, a gdy powiemy „karaluchy pod poduchy”, króliczek grzecznie wskakuje do łóżeczka. Do tego wszystkiego, ten mały puszysty zwierzak to straszny pieszczoch! Każe się drapać po uszku i klepać po pleckach. Liczy nawet na buziaka! Jest malutki, więc trzeba pomóc mu w wieczornej toalecie, poprawić mu poduszkę i przykryć, żeby było mu cieplutko. A na koniec robimy „Pstryk” i już jest ciemno…. Brzmi pięknie, bajkowo i niesamowicie prawda? 🙂 To wyobraźcie sobie Wasze dziecko, które nagle staje się opiekunem takiego słodziaka i pomaga mu pójść spać? 🙂

„Śpij, króliczku” jest dla dzieci powyżej drugiego roku życia, bo dziecko musi rozumieć polecenia i wiedzieć jak je wykonać. Musi też przez chwilę skupić się na książeczce, bo cały urok tkwi w tym, by obejrzeć ją od początku do końca, żeby króliczek nie skończył bez nakrytej kołderki 😉 Książeczkę szczerze polecam. To jedna z naszych ulubionych pozycji od kilku tygodni. 🙂

Znacie książeczkę „Śpij, króliczku”? 🙂

____________________________________________________________________

Tytuł  „Śpij króliczku”

Autor Jorg Muhle

Format 17,3 x 18, oprawa twarda, 20 stron

Wydawnictwo Dwie Siostry

Wiek docelowy  0-3 lata

Link do wydawnictwa (klik)

 

____________________________________________________________________

Podobne posty

„Kicia Kocia i witaminowe przyjęcie” – recenzja

Słodkie historyjki „Mam już 2 lata” – recenzja

Ci którzy śledzą bloga regularnie, zdążyli zauważyć, że Majka kocha… uwielbia… ubóstwia króliki. Dlatego właśnie często w wyborze nawet książeczek do czytania, staram się brać to pod uwagę. 🙂 Oczywiście jeszcze nie zwariowałam i bohaterami wszystkich książek małej nie są króliczki, ale coraz częściej takie pozycje zaczynają pojawiać się w naszej biblioteczce. 🙂 Dziś na pierwszy ogień trafia książeczka, która zwróciła moją uwagę dzięki pięknym ilustracjom. Książeczkę kupowałam przez internet, więc nie miałam możliwości wzięcia jej wcześniej do ręki.

„Mam już 2 lata” Juliette Parachini-Deny to jedna z książek z serii „Słodkie historyjki” (Wydawnictwo Olesiejuk). Każda książeczka dedykowana jest dla innej grupy wiekowej – od roku do 5 lat. Na książeczkę „Mam już rok” jest już dla nas trochę za późno, dlatego naszą przygodę z tą serią zaczęliśmy od pozycji numer dwa.

Tak jak wspominałam, moją uwagę zwróciły piękne, ciepłe w odbiorze, kolorowe ilustracje. A to, że głównym bohaterem jest ulubiony królik Majki, było ogromną zaletą. Książeczka ma twardą okładkę, 28 stron i wydrukowana została na matowym papierze, który wspaniale podkreśla tradycyjny charakter ilustracji.

Nie będę tu czarować i mówić o miłości od pierwszego wejrzenia. Gdy książeczka trafiła w moje ręce byłam trochę zmartwiona. Majka przyzwyczajona była do wierszyków i rymowanych bajek, które łatwo wpadały w ucho i które w czasie czytania miały pewien rytm. A tu nowość. Tekst troszkę dla mnie sztywny w odbiorze, nie rytmiczny w żaden sposób. Po pierwszym czytaniu powiedziałabym nawet, że bez polotu.

Książka opowiada o cudownym, pełnym przygód, wymarzonym dniu, który główny bohater spędza ze swoim dziadkiem. Tylko oni, morze i mała łódeczka. Przypomina mi to trochę takie moje dziecięce wspomnienia, w których moja babcia już zawsze będzie uczyła mnie na drutach, a dziadek zabierał na grzyby. Ten króliczek pewnie na zawsze zapamięta wspólne łowienie ryb z dziadkiem. Dużym plusem jest to, że ilość tekstu została dostosowana do grupy wiekowej (2 lata) oraz że narratorem całej książeczki jest główny bohater. Opowiada całą książkę w czasie teraźniejszym, jakby wszystko działo się w niej tu i teraz ,a my mamy szanse przeżywać wszystko razem z nim.

Ku mojemu zaskoczeniu książka przypadła Mai do gustu. Nie wiem z jakiego powodu, bo dawałam temu niewielkie szanse. To kolejny dowód na to, że my dorośli, odbieramy pewne rzeczy zupełnie inaczej, a książeczki dla dzieci są dedykowane właśnie dzieciom, nikomu innemu. Na pewno zadziałał tu czar króliczka i pewnie występowanie postaci dziadka, który w życiu małej jest bardzo ważny. Słucha z uwagą, powtarza pewne sformułowania i słowa. Jak dla mnie ogromny sukces.

Nadal uczę się jak najlepiej czytać tę pozycję. Przez brak konkretnego rytmu, łapię się na tym, że za każdym razem czytam ją zupełnie inaczej, inaczej intonuję i wciąż obserwuję reakcje Majki. Ogromny plus i zaleta ( mogę powiedzieć, że za to uwielbiam „Mam już dwa lata”)… rewelacyjnie usypia dziecko! To w jaki sposób prowadzony jest tekst sprawia, że wycisza jak żadna inna :)))

____________________________________________________________________

Tytuł Słodkie historyjki ” Mam już 2 lata”

Autor Parachini-Deny Juliette

Format 19,5 x 23, oprawa twarda wypełniona gąbką, 28 stron

Wydawnictwo Firma Księgarska Olesiejuk Spółka z o.o. S.K.A.

Wiek docelowy 0-2 lata

Ocena (1-10)  7!

Link do strony wydawnictwa (klik)

 

 

____________________________________________________________________

Podobne posty

Najlepszy przyjaciel Pucio

 

 

Najlepszy przyjaciel Pucio

O serii książek, których bohaterem jest tytułowy Pucio, dowiedziałam się od koleżanki z Akademii Fotografii Dziecięcej i jestem jej za to bardzo wdzięczna. Obie części zakupiłam kilka miesięcy temu i dziś, po wielu godzinach czytania i oglądania, mogę Wam przedstawić swoją opinię. 🙂

Pucio to rzeczywiście strzał w dziesiątkę. Uczy, bawi i pomaga rozwijać mowę. W dodatku książeczki zostały napisane przez logopedę, dr Martę Galewską-Kustra, co jest moim zdaniem ogromną zaletą. Mogę być pewna, że wyrazy które pojawiły się w obu książkach, nie są przypadkowe. Co więcej, zostały dobrane tak, by jak najlepiej wspomóc rozwój mowy dziecka. Pewnie niektórym z Was zaświeci się czerwona lampka… zaraz, zaraz… logopeda? Ale moje dziecko nie ma żadnych wad wymowy! Możecie mi wierzyć, a znam już obie części dosłownie na pamięć, że Pucio jest dla każdego. Małym dzieciom pomoże w nauce mówienia, starsze otrzymają wsparcie w walce z wadą wymowy, a jeśli żaden z tych problemów nie dotyczy Waszych dzieci, książki o Puciu będą po prostu wspaniałą lekturą, która w prosty sposób przedstawia sceny z życia wzięte i rozwija dziecięce słownictwo.

Ilustracje, które wykonała Joanna Kłos są naprawdę przepiękne. Sprawiają, że książeczki są takie „ciepłe” w odbiorze. Dla mnie bardzo ważne było to, że dla Majki są zrozumiałe. Zarówno pojedyncze przedmioty jak i scenki zostały narysowane tak, że dziecko nie ma problemów z ich nazwaniem. Zdarzało się również, że po przeczytaniu danej strony i opisaniu obrazka, córeczka pokazywała mi paluszkiem elementy, które w jakiś sposób pominęłam, szczegóły, które ją zainteresowały, a o których nie wspomniałam. To dla mnie dowód na to, że całe ilustracje są jasne, czytelne i nic nie umknie uwagi małego dziecka 🙂

Jak już wyżej wspomniałam Pucio doczekał się dwóch części. Pierwsza z nich to „Pucio uczy się mówić”. Oprócz Pucia bohaterami tej części są również jego najbliżsi: Mama, Tata, siostra Misia, Bobo, Dziadek, Babcia oraz domowe pupile pies i kot. Autorka skupiła się tu na ćwiczeniu aparatu mowy, poprzez czytanie słów dźwiękonaśladowczych. Puk puk- gdy wchodzimy do pokoju, bul bul – gdy gotuje się zupa czy cyk cyk – gdy robimy zdjęcie. Niby takie proste i wszyscy to znamy, ale o większości z tych dźwięków mało kto na co dzień pamięta. Ilustracje zajmują całe strony, a tekst został umieszczony tak, że absolutnie nie przeszkadza w ich odbiorze. Wyrazy dźwiękonaśladowcze zostały wyróżnione pogrubioną czcionką. Teksty do poszczególnych ilustracji opisują sceny z życia wzięte i składają się z bardzo prostych, krótkich zdań.

Druga część „Pucio mówi pierwsze słowa” ma o jednego bohatera więcej. Do rodziny przyjeżdża Ciocia. Jak pewnie się domyślacie, skoro już nie o dźwięki tu chodzi, a o pierwsze słowa, druga książeczka jest bogatsza w treści. Najważniejsze słowa i zwroty zostały pogrubione, zamieszczone w chmurkach jako wypowiedzi bohaterów lub powtórzone na dole stron w formie obrazkowego słownika. Obie książki mają grube, tekturowe kartki, dość odporne na zniszczenia. Majka już po nich chodziła, skakała, leżała na nich, wyginała kartki we wszystkie strony, a one nadal są jak nowe 🙂

Jedyną rzeczą do jakiej sama mogłabym się przyczepić to imię Misia. Otóż siostra Pucia ma na imię Misia. Dzieci mają zabawki. Pucio ma samolot, a Misia ma misia…. ups. Niby nic takiego, ale dla małego dziecka na początku trochę trudno to rozgraniczyć. Żeby ułatwić Majce zrozumienie, mówiłam, że Misia ma misiaczka lub dodawałam słowo „pluszowego”. Ale to jedyna moja uwaga. Obie książki kupiłabym jeszcze raz z zamkniętymi oczami.

Obecnie Pucio ma u nas urlop i to zasłużony, bo był męczony przez kilka miesięcy codziennie rano, przed drzemką i na dobranoc. To jak do tej pory największa książkowa miłość Majki. Książki leżą na półce, ale ich treść towarzyszy nam codziennie. Gdy tylko wspomnę, że zupa jest gorąca, powiem, że coś upadło „bach” albo że jest bałagan i trzeba posprzątać zabawki, spotyka się to z wesołym okrzykiem Majki: Puuuuciooo! Widać, że treść książek mocno zapadła jej w pamięć.

Jeśli w Waszym domu jeszcze nie zamieszkał mały Pucio, to serdecznie polecam Wam poznać go bliżej. To jedna z tych pozycji, które bawią, a przy okazji mają ogromną wartość edukacyjną. Jeśli znacie już te książeczki, podzielcie się swoimi spostrzeżeniami i zamieście je w komentarzu. A może znacie inne pozycje tego typu po które warto sięgnąć? 🙂

____________________________________________________________________

Tytuł  „Pucio uczy się mówić”

Autor Marta Galewska-Kustra

Format 20,5×25, oprawa twarda, 40 stron

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Wiek docelowy  0-3 lata

Link do wydawnictwa (klik)

 

 

 

Pozdrawiam, Magda 🙂

____________________________________________________________________

Podobne posty

Śpij, króliczku – uroczy towarzysz zasypiania (recenzja)