Słodkie historyjki „Mam już 2 lata” – recenzja

Ci którzy śledzą bloga regularnie, zdążyli zauważyć, że Majka kocha… uwielbia… ubóstwia króliki. Dlatego właśnie często w wyborze nawet książeczek do czytania, staram się brać to pod uwagę. 🙂 Oczywiście jeszcze nie zwariowałam i bohaterami wszystkich książek małej nie są króliczki, ale coraz częściej takie pozycje zaczynają pojawiać się w naszej biblioteczce. 🙂 Dziś na pierwszy ogień trafia książeczka, która zwróciła moją uwagę dzięki pięknym ilustracjom. Książeczkę kupowałam przez internet, więc nie miałam możliwości wzięcia jej wcześniej do ręki.

„Mam już 2 lata” Juliette Parachini-Deny to jedna z książek z serii „Słodkie historyjki” (Wydawnictwo Olesiejuk). Każda książeczka dedykowana jest dla innej grupy wiekowej – od roku do 5 lat. Na książeczkę „Mam już rok” jest już dla nas trochę za późno, dlatego naszą przygodę z tą serią zaczęliśmy od pozycji numer dwa.

Tak jak wspominałam, moją uwagę zwróciły piękne, ciepłe w odbiorze, kolorowe ilustracje. A to, że głównym bohaterem jest ulubiony królik Majki, było ogromną zaletą. Książeczka ma twardą okładkę, 28 stron i wydrukowana została na matowym papierze, który wspaniale podkreśla tradycyjny charakter ilustracji.

Nie będę tu czarować i mówić o miłości od pierwszego wejrzenia. Gdy książeczka trafiła w moje ręce byłam trochę zmartwiona. Majka przyzwyczajona była do wierszyków i rymowanych bajek, które łatwo wpadały w ucho i które w czasie czytania miały pewien rytm. A tu nowość. Tekst troszkę dla mnie sztywny w odbiorze, nie rytmiczny w żaden sposób. Po pierwszym czytaniu powiedziałabym nawet, że bez polotu.

Książka opowiada o cudownym, pełnym przygód, wymarzonym dniu, który główny bohater spędza ze swoim dziadkiem. Tylko oni, morze i mała łódeczka. Przypomina mi to trochę takie moje dziecięce wspomnienia, w których moja babcia już zawsze będzie uczyła mnie na drutach, a dziadek zabierał na grzyby. Ten króliczek pewnie na zawsze zapamięta wspólne łowienie ryb z dziadkiem. Dużym plusem jest to, że ilość tekstu została dostosowana do grupy wiekowej (2 lata) oraz że narratorem całej książeczki jest główny bohater. Opowiada całą książkę w czasie teraźniejszym, jakby wszystko działo się w niej tu i teraz ,a my mamy szanse przeżywać wszystko razem z nim.

Ku mojemu zaskoczeniu książka przypadła Mai do gustu. Nie wiem z jakiego powodu, bo dawałam temu niewielkie szanse. To kolejny dowód na to, że my dorośli, odbieramy pewne rzeczy zupełnie inaczej, a książeczki dla dzieci są dedykowane właśnie dzieciom, nikomu innemu. Na pewno zadziałał tu czar króliczka i pewnie występowanie postaci dziadka, który w życiu małej jest bardzo ważny. Słucha z uwagą, powtarza pewne sformułowania i słowa. Jak dla mnie ogromny sukces.

Nadal uczę się jak najlepiej czytać tę pozycję. Przez brak konkretnego rytmu, łapię się na tym, że za każdym razem czytam ją zupełnie inaczej, inaczej intonuję i wciąż obserwuję reakcje Majki. Ogromny plus i zaleta ( mogę powiedzieć, że za to uwielbiam „Mam już dwa lata”)… rewelacyjnie usypia dziecko! To w jaki sposób prowadzony jest tekst sprawia, że wycisza jak żadna inna :)))

____________________________________________________________________

Tytuł Słodkie historyjki ” Mam już 2 lata”

Autor Parachini-Deny Juliette

Format 19,5 x 23, oprawa twarda wypełniona gąbką, 28 stron

Wydawnictwo Firma Księgarska Olesiejuk Spółka z o.o. S.K.A.

Wiek docelowy 0-2 lata

Ocena (1-10)  7!

Link do strony wydawnictwa (klik)

 

 

____________________________________________________________________

Podobne posty

Najlepszy przyjaciel Pucio

 

 

Jak to się zaczęło…”Bajki na leśnych ścieżkach” Sławomir Pejas

Nigdy nie myślałam, że mój tata napisze książkę. Nigdy też nie myślałam, że sama będę kiedyś patronem medialnym książki dla dzieci, i to autorstwa mojego taty… To już jest totalna magia <3. Gdyby ktoś powiedział mi to kilka lat temu, to bym nie uwierzyła. To niesamowite jak życie się zmienia. Idziemy do przodu, działamy, a po drodze wciąż otwierają się jakieś nowe drzwi, pojawiają się nowe szanse. Postanowiłam napisać Wam kilka słów o książce, która jest dla mnie tak ważna i  o moim tacie, który pokazał mi, że absolutnie nigdy nie należy rezygnować ze swoich marzeń, a z naszego słownika powinno na zawsze zniknąć wyrażenie „za późno”.

Już we wspomnieniach z wczesnego dzieciństwa wyłania mi się obraz taty, który rymował na każdym kroku. Zabawne anegdoty, śmieszne, rymowane piosenki i wierszyki towarzyszyły mu od zawsze. Większość tych „dzieł” to krótkie żarty dedykowane znajomym. Były również i bajki, ale występowały na tyle rzadko, że nikt nie zwracał na nie większej uwagi… aż pojawiła się Majka. 🙂 Tata wciąż powtarza, że to jego największa inspiracja. Już kiedy byłam w ciąży tata zaczął układać bajki, które zamierzał kiedyś opowiadać wnukom. Tak zwane pisanie do domowej szuflady. Dzielił się z nami tymi dziełami, a my z przyjemnością słuchaliśmy historii kolejnych leśnych bohaterów.  Po wysłuchaniu kilku kolejnych, stwierdziliśmy zgodnie, że warto je spisać tak po prostu dla potomnych. Jednak bajek wciąż przybywało i każda kolejna utwierdzała nas w przekonaniu, że to materiał na wspaniałą książkę. Pewnie sami się domyślacie co było dalej 🙂 Namówiliśmy tatę na wysłanie bajek do kilku wydawnictw i chyba On sam był najbardziej zaskoczony tak pozytywnym odzewem 🙂 Potem przez wszystko przechodziliśmy razem, wybór bajek, korekta tekstu, wybór ilustracji i okładki…. Możecie uwierzyć na słowo, że cała rodzina przeżywała to tak, jakby wszyscy napisali tą książkę 🙂 No nie da się inaczej 🙂

Dziś książka jest już w sprzedaży, można znaleźć ją w wielu księgarniach internetowych, a my wciąż fruwamy w obłokach 🙂 Nie da się opisać słowami jaka to radość. Pamiętam dzień, kiedy zjawił się kurier z paczką od wydawnictwa… naprawdę myślałam, że tata wycałuje kuriera z radości 🙂 Chyba tylko dziecko w sklepie z zabawkami cieszy się bardziej 😛  Tata dostał przysłowiowego „powera”, a wena rośnie i rośnie. Wciąż powstają nowe bajki i nowe pomysły na kolejne książki. 🙂 Dlaczego? To proste! Bo ma dla kogo. Już wie, że nie chwalimy tego co napisał bo go kochamy, chwalimy, bo napisał piękne bajki dla dzieci, a jako dowód dostaje kolejne słowa uznania, wiadomości, komentarze, recenzje i sprzedane książki. Tak właśnie smakują spełnione marzenia.

Ja ze swojej strony serdecznie polecam Wam książkę „Bajki na leśnych ścieżkach”. Nie jako córka autora, ale jako mama. To nie są historie o potworach czy kosmitach. To bajki, które przypominają mi te tradycyjne utwory ze starych książek, które babcia czytała mi do poduszki. Prawdziwe zwierzęta, prawdziwy las i ciekawe przygody. Dowiedzcie się „Jak kasztanowy ludzik trafił do Janka”, co robią „Puszek, Reksio i koziołek”, „Jak chora żabka szukała doktora”, na czyje wesele „żabka” wróciła do stawu, czy „Misiowy apetyt na rybkę” został zaspokojony i na czym polega „Leśne zamieszanie” 🙂

Bajki na dobranoc, które naprawdę usypiają

Pewnie okaże się, że nie jestem żadnym wyjątkiem, jeśli powiem, że od dłuższego czasu szukam idealnych narzędzi, które pomogą mi w wieczornym usypianiu mojej pociechy. Kiedy dziecko przestaje być niemowlęciem i odchodzą do lamusa metody usypiania stosowane w tym okresie, zaczyna się poszukiwanie nowych. Szczególnie jeśli macie tak jak ja, dziecko, któremu nigdy nie kończą się baterie, które nigdy nie chce iść spać i walczy do ostatnich chwil, tak jakby podczas snu miała go ominąć impreza stulecia. Kiedy słyszę opowieści o dzieciach, które dosłownie padają po całodniowej zabawie, to patrze na Majkę i zastanawiam się czy to w ogóle jet możliwe. 🙂 Moja latorośl nawet po całodniowej zabawie na świeżym powietrzu, kiedy naprawdę gania do upadłego, bez drzemki w ciągu dnia, potrafi walczyć do 22. Tak dobrze czytacie! Półtora roczne dziecko i już zdarzają się dni bez jakiejkolwiek drzemki. Nasz rekord to pobudka o 6:30 i zaśnięcie o 22 i naprawdę nie mam pojęcia skąd ona ma tyle siły.

Do tej pory radziłam sobie różnie, najczęściej było to śpiewanie kołysanek. Pavarottim nie jestem, więc pewnie w końcu zasypiała z rozpaczy, żebym tylko przestała śpiewać 😀 Ale ostatnio kołysanki straciły swoją moc. Albo znudziły jej się piosenki albo uodporniła się na mój muzyczny talent. Stwierdziłam więc, że czas coś zmienić i postawiłam na bajki. Maja kocha książki, więc i do nowych pozycji zapałała bezsprzeczną miłością. Zaczęliśmy od oglądania obrazków i powoli przeszliśmy do czytania bajek. One naprawdę usypiają. Wystarczyło 5 minut, jedyne 5 minut…żebym zasnęła na siedząco czytając jej do snu! Na szczęście Maja była na tyle przytomna, by w porę zareagować, inaczej utknęłabym na całą noc na podłodze przy jej łóżeczku. 🙂 Moja bohaterka :*

Pomijając kwestię, kto tak naprawdę miał zasnąć, a kto nie, zakupione książeczki mogę Wam polecić z czystym sumieniem. 🙂 Fantastyczne bajki-rymowanki, które wpadają w ucho i potrafią zaciekawić, nawet 1,5 rocznego brzdąca. Do tego piękne, bajeczne ilustracje, szczególnie obrazki z „Kołysanki przytulanki” przypadły Majce do gustu. Nawet w ciągu dnia potrafi ją oglądać kilka razy.

 

W naszej kolekcji znalazły się:

„Wiersze do poduchy” Małgorzaty Strzałkowskiej 

Wydawnictwo Bajka

To pięknie wydana książeczka, w której ilustracje przypominają obrazki namalowane przez dzieci. Zawiera bajki wierszowane o różnej tematyce. Jedne nawiązują do tematyki zasypiania jak np.: „Śpimy”, „Dobranoc, mamusiu, dobranoc, tatusiu…” czy „Kosze pełne snów”, a inne o tematyce dowolnej, np. o bałwankach utwór „Trzy bałwany”. Wszystkie bajki bardzo przyjemnie się rymują, a takie rymowanki Majka najbardziej lubi słuchać. Myślę, że łatwo wpadają jej w ucho.

„Kołysanki przytulanki”  Anny Edyk-Psut

Wydawnictwo SBM

To ulubiona pozycja Majki z naszych ostatnich zakupów. Sama książeczka już przeżyła swoje i jest nieźle sfatygowana. Majka kocha ją oglądać nawet w ciągu dnia. Widać, że przypadły jej do gustu ilustracje zamieszczone w książce. Całuje wszystkie misie i kotki z obrazków. Naprawdę przesłodki widok. Na obrazkach z  łatwością zauważa wszelkie szczegóły, które pokazuje paluszkiem. Nawet na obrazku gdzie wszystkie domy i drzewa są czarne (ilustracja powyżej), zauważyła, że na dwóch dachach są kotki. Wszystko jest czarne, widoczne są tylko kontury, więc zrobiło to na mnie duże wrażenie. Tematyka bajek typowo o spaniu i zasypianiu: śpiące kotki, śpiące misie, świecące księżyce, cieplutkie kołderki. Wszystkie utwory idealne do poduszki. Zgodnie z rytuałem zanim zacznę czytać bajki, najpierw musimy obejrzeć razem wszystkie obrazki. Maja pokazuje paluszkiem, a ja wszystko opowiadam 🙂 Cudowny czas.

„Ulubione wierszyki dwulatka” Zbiór znanych, polskich wierszyków dla dzieci

Wydawnictwo Zielona Sowa

A to książeczka z potencjałem ,w której ważniejsza jest treść, niż obrazki. Chociaż jak widzicie wyżej, ilustracje są bajeczne. Książka pełna wierszy dla dzieci, które pamiętacie pewnie ze swojego dzieciństwa, a które łatwo można przekształcić we wspólną zabawę z dzieckiem. „Stary niedźwiedź mocno śpi”, w której jestem niedźwiedziem i ganiam Maję po pokoju, „Tu sroczka kaszkę warzyła”, przy której mała piszczy z radości od pierwszej linijki, bo wie, że na końcu będą łaskotki. 🙂 „My jesteśmy krasnoludki”, którą można dziecku śpiewać, albo „Rączki robią klap, klap, klap” przy której możemy pokazywać wszystko razem z dzieckiem i ćwiczyć koordynację ruchową. 🙂 Świetna pozycja. Jeśli nie macie jeszcze podobnej w swoim domowym zbiorze, to serdecznie polecam.

„O wróbelku Elemelku” Hanny Łochockiej

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Przyznam szczerze, że to książeczka, której nie mogłam się oprzeć. Jak tylko zobaczyłam tytuł, wiedziałam, że muszę ją kupić.  To część mojego dzieciństwa i będę szczęśliwa, jeśli kiedyś będę mogła przeczytać ją swoim dzieciom. To nie jest książka na już. Maja jest za mała. I mimo, że treść się rymuje, to jednak dla Majki jest to treść nudna i nie zrozumiała. Mieliśmy kilka prób czytania, ale oczywiście dzieliłam opowiadania na mniejsze fragmenty. Po dłuższym Maja sama uciekała mi z łóżka 🙂 Obrazków też jest niewiele, więc poczeka na półce na swój moment. Jestem pewna, że będzie hitem. 🙂

Czytaliście w dzieciństwie Wróbelka Elemelka? 🙂

Pozdrawiam serdecznie!

Magda